Do mojej sypialni wdarło się bladożółte światło poranka,które za moimi zaciśniętymi powiekami zamieniło się w kłujące pomarańczowe plamy.Zasłoniłam oczy zgiętą ręką. Jęknęłam,nie byłam w stanie wydusić z siebie niczego sensownego.Obudzono mnie zbyt gwałtownie.
-I tobie dzień dobry , dziewczynko. - usłyszałam znajomy mi głos. No jasne Jack.
Znów jęknęłam. To przebudzenie nie należało do najprzyjemniejszych,choć miło było słychać jego denerwujący warkot.
-Co ty tu robisz? Przecież dopiero świta!
Uśmiechnął się zmierzając do mojej szafy. Chwyciłam poduszkę i rzuciłam nią w niego.Drugą zakryłam sobie twarz.
-Budzę cię. Masz rację dopiero świata. Właśnie dlatego musisz wstać.
Uniosłam nieco poduszkę . Obok moich stóp wylądowała sterta ubrań.Odwróciłam głowę zerkając na maleńki budzik na nocnym stoliku .
-Nie...to się nie dzieje-Przewróciłam się na brzuch i ukryłam głowę w poduszce.
-Wstawaj ,dziewczynko! -wyszarpał spode mnie kołdrę.
-Po co?!-Odwróciłam się na plecy.Usiadłam.
(Jack?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz