Kiedy tak siedzieliśmy przed wschodzącym słońcem zaczęłam myśleć o Luc’u. To bardzo miło z jego stromy, że zaprosił mnie tu dzisiaj, o jego przeszłość postanowiłam nie pytać, jeżeli będzie chciał to sam mi opowie, a jaki jest zobaczę sama spędzając z nim czas. Kiedy tak myślałam zrobiło mi się zimno i zaczęłam drżeć.
- Zimno ci – zapytał- siedziałam przecież blisko niego i to poczuł.
- Nie. Dziękuję, że mnie tu zabrałeś dzisiaj – powiedziałam, a on złapał mnie za rękę.
- To ja dziękuję, że zgodziłaś się ze mną pójść.
- Nie przepuściła bym takiej okazji – powiedziałam bez zastanowienia, ale wcale tego nie żałowałam.
- Miło mi to słyszeć. Choć coś ci pokażę, to niedaleko.
- Ale tu jest tak pięknie i nie chce mi się iść – powiedziałam nie ruszając się z miejsca, ale on już stał nade mną.
- To cię zaniosę – powiedział i podniósł mnie z kamienia.
- No dobrze pójdę już.
- Na pewno?
- Tak – powiedziałam a on postawił mnie na ziemi i pociągnął mnie za sobą.
Szliśmy w górę i kilka razy przeskakiwaliśmy strumyk. Lucas nawet raz wpadł do wody mocząc sobie buta, ale nie zważał na to tylko prowadził mnie za rękę dalej.
- Zaraz będziemy na miejscu – powiedział. Nikomu nie pokazywałem tego miejsca. Ty będziesz pierwsza – powiedział patrząc mi w oczy.
- Nikomu go nie pokażę – odpowiedziałam, a on uśmiechną się do mnie serdecznie, złapał mnie za rękę i poszliśmy dalej. Wyszliśmy na górę o płaskim wierzchołku.
- Ufasz mi – zapytał nagle.
- Tak – odpowiedziałam bez wahania, bo na prawdę mu ufałam. Po tych słowach po raz kolejny wziął mnie na ręce.
- Zamknij oczy – powiedział kiedy trzymał mnie w swoich ramionach. Zrobiłam jak powiedział i wtedy on zaniósł mnie do jaskini – tak mi się wydawało bo zrobiło się ciemniej niż przedtem.
- Możesz otworzyć oczy - powiedział i kiedy je otworzyłam zobaczyłam jaskinie pełną Lilli.
- Tu jest jeszcze piękniej niż na zewnątrz – powiedziałam zachwycona. Lucas podszedł do jednej z Lilli i zerwał ją, a na jej miejscu wyrosły dwie nowe. Kiedy go wtedy zobaczyłam wracającego z lilią poczułam jakby w moim brzuchu ktoś wypuścił motyle. Latały we wszystkich kierunkach a ja czułam się cudownie. Wtedy zrobił mi się słodko, za słodko i zachwiałam się na nogach, a Lucas złapał mnie w ostatnim momencie. Kiedy już wszystko się uspokoiło i stałam na bez jego pomocy puścił mnie.
- Jest dla ciebie.
- Jaka piękna – powiedziałam zachwycona i powąchałam ją.
- Masz żółty nos – powiedział i otarł go kciukiem, był tak blisko.
- Dziękuję – powiedziałam i pocałowałam go w policzek, ale on tak się odwrócił, że złożyłam pocałunek na jego ustach. Poczułam jego uśmiech pod swoimi ustami, a potem on odwzajemnił pocałunek.
<Lucas? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz