sobota, 28 grudnia 2013

Od Amalthei

Śnieg sypał okropnie. Kulałam po starciu z jednym wilkiem. Poszło o sarnę, którą ja upolowałam. Doszło do walki i wilk postanowił się mnie pozbyć. Zadrapał mnie wtedy i zabrał sarnę. Wściekła na niego byłam, i to jak! Jak teraz chciałabym go ubić porządnie...
Ale mniejsza z tym...
Szukałam miejsca, żeby się schronić. Zadrapana łapa zwisała mi bezsensownie i krew stawiała wyraźny ślad na śniegu. Śnieg padał coraz bardziej i nic nie widziałam. Próbując przebrnąć przez tą paskudną pogodę przypadkowo zobaczyłam jaskinię.
Pobiegłam w jej kierunku. Weszłam i położyłam się w kącie. Postanowiłam w ten sposób przeczekać burzę śnieżną. Nawet nie zauważyłam, kiedy moja głowa opadła i zasnęłam...
***
Rano zadrapanie bolało jeszcze bardziej. Zwiększyła się także moja chęć dobicia tego wilka. A ja znów myślę o tym, żeby się na nim zemścić. Co jest ze mną?!
Z trudem wstałam i zrobiłam krok do przodu. Z moim "szczęściem" oczywiście upadłam na ziemię.
"Nie wyjdę z tego żywa", przemknęła mi przez głowę rozpaczliwa myśl. Jednak jakimś cudem wstałam i wyjrzałam z jaskini. 
Dziś śnieg nie padał tak bardzo. Właściwie to w ogóle nie padał. Cud się zdarzył chyba. Wyszłam z jaskini i poszłam w kierunku lasu. Szukałam pożywienia. Widziałam ślady innych wilków, widocznie ktoś tu jeszcze jest oprócz mnie. Potruchtałam dalej i nagle zobaczyłam wielkiego jelenia. Idealne śniadanie. Oblizałam się i zaczęłam się skradać w jego kierunku. Wciąż nie mogłam się zbyt szybko poruszać przez to zadrapanie, więc musiałam podejść ostrożnie i bardzo blisko. 
Byłam już przy zwierzęciu. Skoczyłam na jelenia i wgryzłam mu się w kark. Jednak po chwili poczułam, że ktoś jeszcze rzuca się na moją zdobycz. Nie wiedziałam, kto to, ale wiedziałam, że to wilk. Próbowałam go zepchnąć, ale mi się nie udało. We dwójkę próbowaliśmy zabić jelenia, co było trudne, gdyż był on ogromny. Jakoś się udało, znaczy mi prawie, bo wilk postanowił się wgryźć zdobyczy w to samo miejsce co ja. Przytrzymałam się pazurami jelenia, ale on przerażony tym, co się dzieje, wierzgnął jakby. Wilk prawie spadł, ale się przytrzymał. Po chwili jednak zdobycz padła na ziemię. Niestety, nieznajomemu wilkowi udało się mnie zepchnąć. Spadłam i przez chwilę jeszcze kręciło mi się w głowie, gdy wstałam. Cofnęłam się z tego powodu trochę, nieszczęśliwie wchodząc w coś metalowego i ostrego. Zacisnęło się na mój ruch, z moją przednią łapą jak na złość. Syknęłam z bólu. Na śniegu znów pojawiła się krew, ale ja jakoś to otworzyłam i wyszłam z pułapki.
- Chciałeś mnie zabić?!- ryknęłam do wilka. Byłam wściekła na niego. Poszłam w jego kierunku, a on powiedział spokojnie:
- Jesteś z okolicy? Nie kojarzę cię. Jesteś wilkołakiem?
- Tak, ale co to ma do rzeczy?- warknęłam.
- Skoro jesteś wilkołakiem, to dlaczego nie zmieniasz się w człowieka? Przecież wtedy jest łatwiej- zdziwił się wilk.
- Nienawidzę zmieniać się w człowieka.- syknęłam.
- Dlaczego?- wilk znów się zdziwił.
- Ludzie w moim życiu wyrządzili wiele zła, nie znoszę ludzi.- powiedziałam patrząc na wilka podejrzliwie- Ktoś Ty za jeden?
- Jack Frey.- odparł.- A ty?
- Jestem Amalthea. Amalthea Clever.- uniosłam głowę.
- Chciałabyś dołączyć do mojej i mojej siostry watahy?- zapytał Jack.
- Dobrze!- zgodziłam się. Naprawdę brakowało mi już towarzystwa od dawna. 
Nagle usłyszeliśmy kroki. Zza krzaków wyszła biała wilczyca, która wyglądała na zniecierpliwioną. Patrzyła na Jack'a tak jakoś dziwnie.
- Jack, co ty tak długo?- zapytała mrugając oczami.
- Do watahy dołączy Amalthea.- powiedział Jack.
- A Ty kim jesteś?- spytałam waderę.
- Jestem Crystal Stainu.- odparła.
Potem we trójkę poszliśmy do ich watahy. Ja kulejąc jakoś dawałam sobie radę, nie przeszkadzało mi to.
W końcu dotarliśmy do Renesmee. Ona zgodziła się przyjąć mnie do watahy. Ale musiała pozałatwiać jakieś sprawy i gdzieś pójść. Zostaliśmy sami.
<Jack, Crystal?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz