wtorek, 31 grudnia 2013

Od Katniss Do Zilvare


Stojąc z powrotem na czterech łapach zaryłam pazurami o ziemie i dałam susa w las. Rzadko tak robiła, a raczej praktycznie nigdy ale teraz byłam jakaś…weselsza. Jakby ta dziewczyna z poczuciem humoru i odwagą godną mężczyzny, którą tak długo ukrywałam wyszła wreszcie na zewnątrz. Na moim pysku zawitał delikatny uśmiech, który towarzyszył mi przez cała drogę, aż do mojego przytulnego domku. Lubiłam go za to, że był jednym z niewielu miejsc, które dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Zmieniając się w człowieka weszłam do domku i zdjęłam buty. Nagle uderzył mnie pewien fakt o, którym wcześniej nie pomyślałam. Nie miałam żadnych ubrań oprócz tego co miałam na sobie i co najgorsze zero jedzenia. Szybko założyłam buty i wyszłam z powrotem na dwór. Rozejrzałam się dookoła i wciągnęłam do płuc porządną dawkę powietrza, by zlokalizować jakieś miasto, cokolwiek. Po chwili doszedł do mnie znajomy zapach tłumu ludzi i innych pobocznych woni. Zmieniłam się w wilka i pobiegłam w kierunku wskazanym przez trop. Wszystko by przebiegło bez najmniejszych problemów gdyby nie to, że będąc już tak niedaleko celu natknęłam się na pewnego wilka. Zatrzymałam się i czmychnęłam w krzaki by mnie nie zauważył ale szeleszczące gałązki mnie zdradziły. Czemu ja zawsze musiałam tak marnie się chować, a nawet jeśli już się schowałam to i tak paprałam to przez jeden głupi błąd. Nim się obejrzałam złotooki basior stał już przy mojej kryjówce i jednym ruchem łapy odgarnął zasłaniające mnie gałązki. Skuliłam się nisko przy ziemi i spojrzałam na niego, a on na mnie. Przez chwile panowała cisza, a on patrząc mi w oczy cały zesztywniał
<Zilvare?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz