Znów samotność , całkiem niedawno straciłam rodziców z tego co wiem.
Nikogo już na tym świecie nie ma dla mnie.
Właśnie wyszłam ze swojego rodzinnego lasu Illicita.
Wychowałam się tam przez 3 miesiące, jednak muszę gdzieś indziej się udać. Chyba ,że chcę zginąć.
Wyszłam z tego przeklętego lasu i napotkałam dość trudną przeszkodę.
Wielkie, a raczej ogromne zaspy śniegu jak dla mnie.
Jednak nie miałam wyboru i musiałam iść dalej.
Pół dnia musiałam przechodzić zaspy by dotrzeć na jakiś równy teren.
Ale to nie był dobry pomysł, tym równym terenem okazały się tory.
Z racji tego ,że byłam wyczerpana długą wędrówką położyłam się na nich.
Nawet nie zdając sobie sprawy,że w tej okolicy nadal jadą pociągi.
Po pewnym czasie udało mi się zasnąć.
Jednak odpoczynek i błoga cisza nie trwała długo.
10 minutowa przerwa skończyła się gdy moim oczom ukazał się pędzący pociąg. Szybko ruszyłam z torów znów do zasp.
Ale to też okazało się niefortunne. Gdy weszłam w śnieg, spadłam do jakiejś jaskini czy czegoś takiego.
Ostre końce połamanych desek wbiły mi się w przednią łapę.
-"No to już po mnie"-pomyślałam.
Skiałcznęłam z bólu i położyłam się na ziemi w wielki dole.
Licząc i mając cichą nadzieję,że ktoś mnie znajdzie.
(Jack?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz