Patrzyliśmy tak przez większy czas na zachód słońca.
W końcu wszystko się skończyło, a ja poczułem, że Karen zasnęła na moim ramieniu.
Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem i jeszcze chwilę siedzieliśmy.
Potem dobrze wstałem i przytrzymałem jej głowę.
Następnie wziąłem ją na ręce i tak jak obiecałem,miałem ją zanieść do domu.
Zacząłem iść w stronę lasu, a potem w stronę jej domu.
Po półgodzinie doszedłem na szczęście do budynku.
Nie był wielki,ale taki przeciętny drewniany domek.
Otworzyłem drzwi kopnięciem i wszedłem do środka.
Wyszedłem po schodach i zaniosłem ją do jej sypialni.
Położyłem ją na łóżku i przykryłem ciepłą kołdrom.
Dziewczyna lekko mruknęła jednak się nie przebudziła.
Uśmiechnąłem się sam do siebie , jednak musiałem już wracać.
-Do zobaczenia-szepnąłem do niej
(Karen?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz